Przez kilka lat zasypiałam koło pierwszej i wstawałam przed siódmą, uznając, że taka po prostu jestem. Kupiłam opaskę mierzącą sen, piłam melisę, próbowałam medytacji z aplikacji, która po tygodniu przypominała mi o sobie częściej niż mama. Nic z tego nie zostało na dłużej.
Zostały trzy rzeczy. Żadna nie jest odkrywcza i żadna nie kosztuje. Ale każda z nich wymaga zrobienia czegoś wbrew nawykowi, i pewnie dlatego tak rzadko się o nich mówi w poradnikach — bo nie da się na nich zarobić.
1. Ta sama godzina wstawania. Także w weekend
Nie godzina zasypiania — tej nie da się wymusić. Godzina wstawania. Ciało samo ustawia zasypianie, jeśli wie, o której będzie musiało wstać. Pierwsze dwa weekendy były trudne, potem organizm przestał traktować niedzielę jak inny dzień i o dziwo przestał też potrzebować „odsypiania”. Jeśli budzik w niedzielę brzmi jak kara, spróbuj przesunąć go tylko o godzinę, nie o trzy.
2. Światło rano, ciemność wieczorem
Brzmi banalnie, ale sprawdź, ile światła naprawdę dostajesz przed południem. Ja dostawałam prawie zero: z ciemnej sypialni do kuchni, z kuchni do samochodu, z samochodu do biura. Dziesięć minut na balkonie z kawą — nie przez okno, tylko na zewnątrz — zrobiło różnicę, którą zauważyłam po tygodniu. Wieczorem odwrotnie: górne światło gaszę koło dwudziestej pierwszej i zostawiam jedną lampkę. Telefon nadal mam w ręku, nie jestem święta, ale przynajmniej pokój nie wygląda jak sala operacyjna.
3. Łóżko tylko do spania
Nie pracuję w łóżku, nie oglądam w nim seriali, nie jem. Kiedy zaczęłam to stosować, zasypianie skróciło się z czterdziestu minut do kilkunastu — bo mózg przestał kojarzyć łóżko z „jeszcze jeden odcinek”. Jeśli nie mogę zasnąć dłużej niż dwadzieścia minut, wstaję i siadam w drugim pokoju z książką. To jest trudne i nie zawsze mi się chce. Ale zawsze działa.
Nic z tego nie jest poradą medyczną. Jeśli źle śpisz od miesięcy mimo prób, to sprawa dla lekarza, nie dla bloga. Ale jeśli po prostu zasypiasz za późno, bo dzień się nie kończy — te trzy rzeczy warto sprawdzić przed kupieniem kolejnej opaski.




Dodaj komentarz