Przez długi czas nasze rozmowy po szkole wyglądały tak: „Jak było?” — „Dobrze”. „Co robiliście?” — „Nic”. Wiedziałam, że to nieprawda, bo dziecko wracało raz wściekłe, raz rozanielone, a raz z plamą po farbie na łokciu. Ale rozmowy nie było.
Zmieniło się, kiedy przestałam pytać o szkołę i zaczęłam pytać o konkretne rzeczy, które w niej się dzieją. Okazało się, że „jak było” to dla dziecka pytanie jak „opowiedz mi swoje życie” — za duże, żeby na nie odpowiedzieć w drzwiach, z plecakiem na ramieniu.
Pytania, które u nas działają
- Co było dziś najśmieszniejsze?
- Z kim siedziałeś na obiedzie i o czym gadaliście?
- Czy ktoś dziś zrobił coś, czego się nie spodziewałeś?
- Co było najnudniejsze? (to zaskakująco dobre pytanie — narzekanie otwiera dzieci szybciej niż chwalenie)
- Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w dzisiejszym dniu, co by to było?
- Czy nauczycielka powiedziała dziś coś, co ci się nie spodobało?
Kiedy pytać
Nie w drzwiach. Dziecko po szkole jest jak dorosły po ośmiu godzinach spotkań — chce się najpierw wyłączyć. U nas najlepszy moment to kolacja albo droga na trening, kiedy siedzimy obok siebie, a nie naprzeciwko. Kontakt wzrokowy w rozmowach o trudnych sprawach bywa dla dzieci obciążeniem, a w samochodzie nikt na nikogo nie patrzy.
Czego nie robić
Nie komentować od razu. Kiedy dziecko mówi, że Kuba go popchnął, pierwszy odruch to „a co ty zrobiłeś?” albo „trzeba było powiedzieć pani”. Każda taka reakcja uczy, że opowiadanie kończy się wykładem. Lepiej: „i co dalej?”. Reszta przyjdzie sama — czasem dopiero za dwa dni, kiedy dziecko samo do tego wróci, bo poczuło, że można.




Dodaj komentarz